Sprzęt

EKWIPUNEK PODWODNEGO ŁOWCY



Spis treści

Wstęp

Maska

Fajki

Płetwy

Skafandry

Latarki

Skarpety i rękawice

Kusze

Boje

Nizałki i inne akcesoria


Wstęp

Rosjanie mówią: „nie ma złej pogody, jest tylko nieodpowiedni ubiór”. I jest to święta racja.
Nieodpowiednio dobrane do panujących na łowisku warunków skafander i pozostałe części wyposażenia zepsują każdy wypad nad wodę. Cały wysiłek przygotowań oraz poniesione koszty mogą pójść na marne. Zamiast relaksu i przyjemności z uprawiania swojego ulubionego sportu, efektem będzie w najlepszymm wypadku, złość na siebie i rozgoryczenie z powodu nieudanego wyjazdu. W najgorszym, możemy wyjazd przypłacić chorobą lub ulec wypadkowi.

Jeszcze niedawno w Polsce, by ubiegać się o kartę łowcy podwodnego trzeba było mieć licencję płetwonurka - conajmniej stopień P2 (**CMAS) lub odpowiednik. Dzisiaj już tego wymogu mie ma. Jednak większość nowych kolegów zaczyna interesować się podwodnym łowiectwem gdy mają już za sobą pierwsze kontakty z podwodnym światem - na przykład szkolenia w scuba diving'u lub freediving'u.
Z pewnością wielu kolegów po szkoleniach w scuba diving'u ma już własny sprzęt ABC, skafandry, buty, rękawice i noże. Zakupy robili w sklepach nurkowych pod kątem przydatności sprzętu do rekreacyjnych nurkowań z aparatami oddechowymi oraz swoich możliwości finansowych. Prawdopodobnie bardziej zwracali uwagę na ceny i kolorystykę wyposażenia niż na inne cechy różniące poszczególne modele i marki.

W lepszej sytuacji są ci koledzy którzy zaczynali swoje podwodne przygody od freediving'u. Skafandry, płetwy, pasy balastowe i maski do freediving'u można z powodzeniem używać podczas podwodnych łowów.

Niewielu początkujących łowców zdaje sobie sprawę że wymagania sprzętowe dla łowiectwa podwodnego znacznie różnią się od wyposażenia przydatnego dla „diver’ów” (dalej będę ich nazywał płetwonurkami). Płetwonurkowie chętnie kupują sprzęt w jaskrawych barwach lub chociaż z niektórymi elementami w kolorach dobrze widocznych pod wodą (żółty, pomarańczowy, czerwony) – ułatwia im to później odnalezienie utopionych przedmiotów. Także nurkując w grupach lub parami lepiej widzą siebie nawzajem. Natomiast podwodni łowcy na odwrót – preferują barwy ułatwiające kamuflaż. Łowca, który założy skafander z jaskrawymi wstawkami, żółty pas balastowy, jaskrawą maskę i fajkę oraz płetwy widoczne z odległości 500m na powierzchni wody, będzie z daleka widoczny dla innych, nie zawsze przyjaznych ludzi. Oprócz kolorystyki, są jeszcze inne różnice w charakterystyce wyposażenia wynikające z odmiennych warunków eksploatacji.

Ja też zaczynałem od scuba divingu i później przez wiele lat polowałem w płetwach z otkrytą pietą i paskami, w skafandrach do scuba oraz używałem parcianych pasów balastowych. Nie chciałem wydawać pieniędzy na specjalistyczny ekwipunek, tym bardziej że i tak udawało mi się skutecznie podchodzić ryby.
Dopiero gdy ubrałem swój pierwszy skafander "open cell" i długie płetwy kaloszowe oraz gumowy pas balastowy to poczułem różnicę. Tak jak kiedyś gdy przesiadłem się z Wołgi (samochód produkowany kiedyś w ZSSR) na Audi. Niby też jechało się z punktu A do punktu B tyle samo kilometrów ale różnica była ogromna.

Nie uważam siebie za eksperta i nie zamierzam tutaj niczego reklamować. Sprzęt niech sobie każdy dobiera według swojego gustu i możliwości finansowych. Poniżej podaję tylko trochę ogólnych informacji.

Kto chciałby poczytać więcej o wyposażeniu podwodnego łowcy oraz poznać opinie użytkowników poszczególnych marek i modeli to powinien poczytać posty na forum w tym dziale " Sprzęt" .

Maska

Płetwonurkowie uprawiający freediving oraz łowiectwo podwodne w morzach i oceanach używają maski o jak najmniejszej przestrzeni powietrznej między twarzą a szkłem - nurkują głeboko i takie maski są konieczne.
Uprawiającym łowiectwo w wodach śródlądowych jest to obojętne. W poszukiwaniu ryb nurkują na głębokość do 5m, sporadycznie – do 10m. Dla nich ważne jest, by maska nie była wykonana z przezroczystego silikonu ani nie miała bocznych szybek - chodzi o uniknięcie refleksów rozproszonego światła. Ważne jest też, by maska dobrze pasowała do twarzy, tak by do wewnątrz nie podciekała woda.
Dla osób z wadami wzroku niezbędne będą maski umożliwiające wymianę szkieł fabrycznych na korekcyjne. Niektórzy krótkowidze nurkują w szkłach kontaktowych nie kłopocząc się wymianą szkieł w masce. Ponoszą jednak ryzyko że podczas przedmuchiwania maski szkła kontaktowe wypłuczą się razem z wodą.

Fajki

Płetwonurkowie oddychają powietrzem atmosferycznym przez fajki sporadycznie, krótko przed i po zanurzeniu. Do oddychania służą im przede wszystkim aparaty oddechowe. Dlatego wielu z nich kupuje fajki z bocznymi i dolnymi zaworami ułatwiającymi pozbycie się wody jak najmniejszym wysiłkiem. Wybierają też modele zagięte zgodnie z kształtem ludzkiej głowy.
Dla podwodnych łowców takie fajki są całkowicie nieprzydatne. Przecież penetrują trzciny, sitowia, toń pod pływającymi liśćmi i wśród roślin podwodnych a wtedy wystarczy że pod zaworek dostanie się jedna maleńka, ledwo widoczna nitka glonu i już łowca fuka, pluje i dmucha w fajkę próbując oczyścić zaworek i wydmuchać stale zalewającą ustnik wodę. Często nadaremnie. Jedynym wyjściem jest rozebranie zaworów.
W wodzie nie zawsze jest to jednak możliwe. Dlatego dla nich najlepsze są proste konstrukcje. Ostatnio w sprzedaży pojawiły się fajki z górnym zaworem odcinającym i elastyczną żebrowaną wstawką między kolankiem z ustnikiem a prostą rurką. Konstrukcja ta ułatwia życie miłośnikom penetrowania gęstych trzcinowisk. Gdy wystająca nad powierzchnią wody część fajki natrafia na opór (np. leżące trzciny lub gałęzie) to poddaje się i nachyla nie wyrywając przy tym ustnika z ust pływaka. Po minięciu przeszkody rurka prostuje się. Poza tym na powierzchni wody w razie konieczności łatwiej wypluć ustnik od takiej fajki, wystarczy otworzyć usta.
Najlepszymi specjalistami w adoptowaniu fabrycznych fajek dla swoich potrzeb są nasi sąsiedzi z dawnego ZSRR. Od lat podglądłem ich różne wynalazki. Z początku mnie śmieszyły lecz z czasem przekonałem się o ich skuteczności, zwłaszcza podczas zawodów. Otóż montują oni na fajkach zawory własnej roboty zamykające wylot rurki przy zanurzaniu i otwierające się po wynurzeniu. Albo montują „tłumiki” ograniczające bąblowanie powietrza podczas zanurzeń. Pozbywają się w ten sposób niepożądanego hałasu podczas schodzenia pod wodę.
Kogo to interesuje to może się przyjrzeć tym patentom podczas Międzynarodowych Mistrzostw Polski w Łowiectwie Podwodnym. Co rok przyjeżdżają zawodnicy z Rosji.
Ja nieraz zauważyłem że ryby mniej płoszy moja obecność pod wodą niż bąble wydostające się z fajki i odgłos wydmuchiwanej z niej wody.

Płetwy

Płetwonurkowie wolą płetwy z odkrytą piętą i z regulowanymi zapięciami. Łatwiej i szybciej mogą zakładać je na buty neoprenowe. Dla podwodnych łowców lepsze są płetwy kaloszowe. Nie mają zapięć za które czepiają się łodygi roślin i mniej skrzypią podczas pracy.
Wyboru kaloszówek trzeba dokonać z wielką starannością. Mierzyć płetwy należy w obuwiu w jakim będzie się pływać. Zbyt luźne będą spadać a zbyt ciasne uniemożliwią dłuższe pływanie. Ciasne kalosze ograniczą krążenie krwi w stopach i po krótkim czasie pływak będzie czuł dyskomfort a w chłodnej wodzie dodatkowo nieznośny ból.
Wyczynowi freediverzy  oraz łowcy uprawiający Blue Hunting (polowania na oceaniczne ryby pelagiczne) używają płetw z kompozytów węglowych. Będą one też bardzo przydatne do uprawiania rekreacyjnego łowiectwa podwodnego ale nie niezbędne. Ich cena jest kilkakrotnie wyższa niż zwykłych płetw z włókien szklanych.

Skafandry

Dzisiaj wybór jest ogromny. Płetwonurkowie których na to stać, wybierają skafandry suche (dla nurkowań w Bałtyku i w naszych jeziorach). A jeśli początkujący wybierają mokre to nie zwracają tak uwagi na odpowiednie dopasowanie skafandra do swojej figury. Przecież ich nurkowania są krótkie - z reguły trwają od 15minut do 1 godziny, w zależności od ilości powietrza w butlach oraz od prędkości jego zużywania. Zresztą, gdy zmarzną to mogą w ciągu paru minut wypłynąć na powierzchnię i wyjść na łódź lub na brzeg. Nurkowanie mają i tak zaliczone.

Inaczej podchodzą do tego tematu podwodni łowcy. Choć pływają i nurkują powyżej termokliny, to przebywają w wodzie bez przerwy przez wiele godzin - np. większość zawodów trwa 5 godzin. Podczas podwodnych łowów odpływają daleko od swoich rzeczy pozostawionych na brzegu i nie mają takiej asekuracji jak płetwonurkowie. Dlatego odpowiednio dobrany skafander ma dla nich ogromne znaczenie. Nie może być za luźny, bo wtedy woda ma bardziej swobodny przepływ i człowiek szybciej zaczyna marznąć. Za ciasny z kolei krępuje ruchy i powoduje szybsze zmęczenie.
W Europie kilka firm wyspecjalizowało się w produkcji mokrych skafandrów dla podwodnych łowców. Najbardziej znane to Beuchat, Cressi, Omer, Spetton, Sporasub i Imerson.
Szyją skafandry bez błyskawicznych zamków, ze specjalnego neoprenu, miękkiego i od wewnętrznej strony gołego – bez dzianiny. Goły neopren lepiej przylega do skóry (otwarte pęcherzyki działają jak przyssawki) i praktycznie wyklucza cyrkulację wody między skórą a skafandrem.
Na zewnętrznej stronie, na środku klatki piersiowej naszywają specjalne wzmocnienia dla oparcia nabijanej kuszy.
Skafandry te jednak łatwo uszkodzić od wewnetrznej strony i ich żywotnośc jest krótsza niż skafandrów do scuba diving'u. Na dokładkę ubieranie takiego skafandra jest dość kłopotliwe. Goły neopren nie nasuwa się na ciało tak lekko jak ten podklejony dzianiną. Ale i na to jest sposób. Właściciele takich skafandrów ubierają je przy pomocy szamponu, mydła w płynie lub innych kosmetyków zmieszanych z wodą.

W Rosji i na Ukrainie powstały firmy szyjące skafandry dla podwodnych łowców na indywidualne zamówienia, nawet z 10 mm neoprenu. W takich mokrych kombinezonach można pływać zimą po kilka godzin.

Najlepszym wyjściem jest zakup dwóch lub trzech skafandrów o różnej grubości neoprenu na różne pory roku. Kogo na to nie stać, to uniwersalny będzie odpowiednio dopasowany ubiór z neoprenu o grubości 7 lub 7,5mm. W takim też można pływać w wodzie o temperaturze +1 stopnia nawet do 2 godzin.

Nurkujący z aparatami oddechowymi rzadko przebywają pod wodą dłużej niż jedną godzinę więc mogą wstrzymać się z oddawaniem moczu (chociaż znam takich, co się nie krępują i sikają w swoje pianki).
W innej sytuacji jest podwodny łowca - wchodzi do wody na parę godzin. A im chłodniejsza woda to tym częściej się chce. Czasem już po pół godzinie odczuwa się dyskomfort. Wtedy zamiast myśleć o rybach, myśli się o tej potrzebie.
Co robić? Przecież nie wszyscy będą sikać w swoją piankę, a i w pożyczoną jest nieelegancko.

Przez pierwsze dwa lata wychodziłem na płytką wodę, ściągałem pas balastowy i rozbierałem się do połowy. Latem to nic strasznego, tylko wymaga trochę roboty i czasu. A co, gdy woda jest chłodna i na dworze hula zimny wiatr?

Jest na to sposób. Trzeba po prostu wszyć do spodni rozporek. Wierzcie mi, jest to doskonałe rozwiązanie i nawet w zimę, gdy woda ma prawie 0 stopni, przynosi wielką ulgę.

Latarki

Na nocnych łowach wiadomo, bez latarki nie ma czego w wodzie szukać. Ale latarka jest też niezbędnym elementem wyposażenia podwodnego łowcy wybierającego się nad rzekę nawet w najbardziej słoneczny dzień. Bez sztucznego światła nie da się przeszukać starych, bobrowych nor ani jam wymytych w burtach brzegowych – a właśnie w takich miejscach można znaleźć ukryte przed promieniami słonecznymi sumy, sazany, szczupaki, sandacze lub dorodne klenie.

W sprzedaży są podwodne latarki akumulatorowe i na baterie. Płetwonurkom dla nocnych, wrakowych i jaskiniowych nurkowań bardziej przydatne są latarki akumulatorowe z żarówkami o dużej mocy – od 20W do 150W. Dają dużo światła i przez dwa lub trzy lata nie trzeba tracić pieniędzy na baterie. Jednak latarki te mają dwa mankamenty czyniące je nieprzydatnymi dla podwodnych łowców. Szybko wyczerpują się akumulatory (45 – 60 minut) oraz dają za mocne, odstraszające ryby światło. Przecież łowca wchodząc do wody na kilka godzin nie będzie zabierał ze sobą kilku latarek. Poza tym nocą nurkujemy po to, by mieć szansę na spotkana z dużymi rybami. Nie zależy nam też na tym aby poświata od mocnego reflektora z daleka zdradzała naszą obecność w wodzie.

Na rynku akcesorii dla podwodnych sportów coraz większą popularnością cieszą się latarki diodowe. Ich ceny wahają się od kilkudziesięciu złotych do kilku tysięcy. Są one energooszczędne w porównaniu do latarek z żarówkami halogenowymi czy też ksenonowymi o podobnej mocy. Mają jednak inną barwę światła i ja jakoś nie mogę się do nich przekonać. Ciągle używam starą Vegę-2 oraz Lumen-4 z bateriami Dura Cell. Nocą do wody nie wchodzę bez zapasowej latarki.
Używam najdroższych baterii ale za to mam pewność że latarka da mi światło na co najmniej 15 godzin, czyli jakieś 45 godzin polowania. Baterie oszczędzam w ten sposób, że latarkę załączam dopiero w momencie zanurzania się i wyłączam przed wypłynięciem na powierzchnię. W bardziej przezroczystej wodzie używam słabszej latarki.

Największe nocne trofea upolowałem przy bardzo słabym świetle. Teraz, w Wielkiej Brytanii, gdy poluję w nocy z kolegami to też zawsze mam najwięcej upolowanych dużych ryb. Koledzy używają diodowych latarek więc pewnie rodzaj światła ma wpływ na rezultat nocnych polowań.

Skarpety i rękawice

Rękawic używamy w dwóch celach. Dla ochrony przed chłodem i dla zabezpieczenia dłoni przed skaleczeniami o zęby i kolce ryb, trzciny, kamienie, muszle oraz inne ostre przedmioty.

W wodzie ciepłej w zupełności wystarczą zwykłe, najtańsze rękawice robocze, takie z miękkiej dzianiny, gumowane od strony chwytnej dłoni (na stacjach benzynowych kupowałem je po 2 zł). W wodzie o temperaturze 9 do 15 stopni używam rękawic z 3mm neoprenu a w jeszcze zimniejszej – z 5mm.

Stopy zawsze najszybciej marzną. Przed zimnem zabezpieczają neoprenowe skarpety. Należy wybierać te które od wewnątrz mają goły neopren i nakładać je na sucho lub zwilgocone czystą wodą. Jeśli użyje się szamponu lub mydła to później stopy będą się ślizgać wewnątrz skarpet i na dokładkę można zgubić płetwy.
Rozmiary należy dobrać tak, by płetwa nie uwierała obutą stopę i jednocześnie nie było luzów.

Skarpety szybko przecierają się (nie mają podeszwy) podczas chodzenia po lądzie (np. w celu dojścia do wody). W takich warunkach najlepiej ubrać jakieś lekkie plażowe obuwie na skarpety. Po dojściu do wody obuwie to można gdzieś ukryć na brzegu lub zabrać ze sobą wieszając je pod boją asekuracyjną.
Problemów z szybko zużywającymi się skarpetami nie mają koledzy pływający w płetwach z paskami i w neoprenowych butach.

Kusze

Kusza (speargun) to podstawowe wyposażenie podwodnego łowcy. W sklepach można znaleźć fabryczne kusze pneumatyczne, gumowe (z jednym, dwoma lub trzema naciągami), hydropneumatyczne i sprężynowe.

Najbardziej popularne są gumówki oraz pneumatyki i właśnie takie są produkowane przez największych (Beuchat, Mares, Cressi, OMER, Sporasub, Spetton, Imerson, Technisub, itd.) i uznanych producentów sprzętu dla łowiectwa podwodnego. Produkują oni różne modele i każdy model w kilku różnych długościach.

Za naszą wschodnią granicą jest wiele zakładów przemysłowych (kusze to ich uboczna produkcja) i malutkich warsztatów rzemieślniczych produkujących kusze (Skat, Miron, Zielinka, Aquatech, Neptun itd.) na wewnętrzny rynek, idealne dla warunków panujących w wodach śródlądowych umiarkowanej strefy klimatycznej. W większości są to konstrukcje bardzo udane (służą swoim właścicielom po 20 i więcej lat). Niestety, w Polsce są niedostępne.

Wybór modelu zależy od indywidualnych upodobań i możliwości finansowych kupującego. Natomiast wybór rodzaju (gumówka czy pneumatyk?) i długości powinien być zależny od warunków panujących w danym zbiorniku wodnym.

Droższe pneumatyki mają regulację siły wystrzału. Jest to bardzo przydatne urządzenie. Np. płynąc z mocno nabitą kuszą i z pięciozębem na strzale po redukcji ciśnienia można strzelać do mniejszych ryb bez obawy że zostaną przerąbane na dwie części.

Podwodni łowcy którzy polują w różnych wodach (morza, rzeki i jeziora) i w różnej przezroczystości muszą mieć nie małą kolekcję kusz. Krótkie pneumatyki (pistolety od 30 do 45cm) niezbędne są do polowań w gąszczu podwodnej roślinności, w trzcinach, zatopionych drzewach i wodzie o małej przezroczystości. W takich warunkach dłuższą kuszę ciężko jest odpowiednio szybko nakierować na cel pojawiający się z boku.
Średnie pneumatyki (50 – 75cm) i krótkie gumówki (45 – 70cm) są najbardziej uniwersalnymi kuszami w naszych wodach (oczywiście, oprócz gęstych zarośli). Są idealne w wodzie o widoczności od 2 do 4 metrów. Nawet w niezbyt gęstej roślinności można z nimi z powodzeniem polować na wszystkie gatunki ryb.
Średnie gumówki (70 – 110cm) i długie pneumatyki (75-110cm) pozwolą oddać skuteczny strzał z większej odległości do celu w wodzie o widoczności pow. 4m. Przy czym, ja osobiście w czystej wodzie nie użyłbym długiego pneumatyka. Skomplikowane nabijanie i nieporęczna „armata”.
Długie gumówki (110-150cm) z dwoma (lub więcej) naciągami, to jedyny rozsądny wybór na wody o dużej (powyżej 10m) przezroczystości.

Na rynku są jeszcze kusze drewniane, specjalne do polowań na wielkie ryby pelagiczne (tuńczyki, rekiny, grupery, marliny itd). Są one drogie i całkowicie nieprzydatne w wodach śródlądowych.

Kusze w większości są sprzedawane bez kołowrotków. A według mnie kołowrotek z odpowiednim zapasem mocnej linki powinien być obowiązkowo zamontowany na każdej kuszy. Nigdy nie wiadomo z jakim gigantem przyjdzie zmierzyć się pod wodą. Ja, zanim to pojąłem, straciłem kilka naprawdę dużych ryb.

Kusze strzelają strzałami a te biją w ryby grotami. W większości strzał groty są wymienne. Jest ich wiele rodzajów. Grot dobiera się przed rozpoczęciem łowów w zależności od ryb na jakie możemy liczyć.
Polując na suma, sazana lub amura nie ma sensu uzbrajać strzały pięciozębem. Z kolei polując na węgorze nie założymy pojedynczego grota. Trzeba mieć ich kilka gdyż uniwersalnego uzbrojenia nie ma. Ja zawsze zabieram pod wodę zapasowe groty.

Strzały są przywiązane do linki a ta przywiązana jest bezpośrednio do kuszy lub do szpuli kołowrotka. Dobór odpowiedniej linki też nie jest bez znaczenia. Przy wyborze linki trzeba zwrócić uwagę na kilka parametrów, takich jak: wytrzymałość, elastyczność, średnica, kolor, budowa i cena. Cena może mieć wpływ na decyzję o wyborze tylko w przypadku gdy trzeba kupić linkę do kołowrotka - no bo każdy zastanowi się, czy kupić 50mb po 0,3zł za 1mb i wydać 15zł czy po 3zł i wydać 150zł.

Wytrzymałość linki zależy od średnicy, od materiału z jakiego jest wykonana i od technologii w jakiej jest spleciona. Bardzo duży wybór linek nadających się do zastosowania można znaleźć w sklepach żeglarskich.
Ja do kołowrotków na kuszach stosuję linki kevlarowe Dynema o średnicy 1mm, plecione, z rdzeniem w środku.
Według mnie takie linki są bardziej odporne na ścieranie i nie sztywnieją po zamoczeniu tak jak linki z włókien naturalnych.

Cienka linka nie stawia oporu w wodzie, przez co strzały są bardziej celne i można strzelać do ryb z większej odległości.
Ponieważ kołowrotek ma regulację hamulca, nie potrzeba linek elastycznych ani nie ma potrzeby by montować amortyzator który by neutralizował gwałtowne zrywy trafionych ryb.

Kolory preferuję jaskrawe, najlepiej pomarańczowy, czerwony lub żółty. Lepiej widać kierunek ucieczki ryby i łatwiej znaleźć miejsce jej ukrycia, zwłaszcza w nocy lub w wodzie o słabej przejrzystości. Łatwiej też rozplątać linkę gdy miotająca się ryba poplącze ją z łodygami roślin.

Wybierając cienką linkę trzeba mieć świadomość że w przypadku gdy strzała przeleci przez rybę na wylot, to im cieńsza linka tym łatwiej będzie ciąć skórę i mięśnie ryby. Można w ten sposób stracić nawet największe trofeum.
Duża ryba, jeżeli ma nieporażony system nerwowy, to znajdzie jeszcze dość siły by w szoku stawiać przez kilkadziesiąt sekund opór. Niekiedy nawet przez kilka minut. Napięta, cienka linka działać wtedy będzie jak nóż w miękkim ciele ryby.

Obserwując podwodnych łowców zza naszej wschodniej granicy zauważyłem jak sobie radzą z powyższym problemem. Otóż niektórzy strzałę wiążą najpierw do grubej na 4 - 5mm linki, długiej na 2 - 3 metry i dopiero dalej wiążą cienką linkę od kołowrotka. Inni, którzy nie lubią polować z kołowrotkami, między kuszą (zarówno pneumatyczną jak i gumową) a linką montują gumowe amortyzatory. Stosują też grubsze linki bez oplotu, bardziej elastyczne i trochę rozciągające się.

Boje

Polskie (i nie tylko) przepisy nakładają na podwodnych łowców obowiązek pływania z odpowiednio oznakowaną boją. Według mnie jest to przepis jak najbardziej słuszny i warty zastosowania podczas zawodów w łowiectwie podwodnym, podczas polowania w morzu oraz w zbiornikach na których uprawiane są sporty motorowodne. We wszystkich innych okolicznościach pływam bez boji, świadomie popełniając wykroczenia.
W rzekach boja przywiązana do pasa balastowego na długiej lince może przyczynić się do powstania sytuacji śmiertelnie niebezpiecznej dla łowcy. Zwłaszcza podczas penetrowania zawałów z zatopionych drzew. Boja także uniemożliwi przeszukiwanie trzcin i gęstej roślinności podwodnej. Jedynym wyjściem jest wtedy odpięcie boji i zakotwiczenie jej w pobliżu łowiska. Niemniej, niech każdy decyduje sam za siebie.

W sklepach nurkowych jest duży wybór, ale niekoniecznie trzeba tracić pieniądze na importowane boje. Jej funkcję z powodzeniem spełni konstrukcja własnej roboty o wyporności 15 - 30kg, odpowiednio oznakowana i pomalowana na pomarańczowy kolor. Podczas zawodów, długotrwałych łowów w dużych zbiornikach lub podczas długich spływów rzekami niektórzy łowcy jako boi używają mocniejszych konstrukcji. Na przykład, z kawałków desek do windsurfingu lub z desek do pływania. Służą im one nie tylko jako boje ale również jako środek do transportu zapasowego wyposażenia, nizałek z rybami, napoi i kanapek. Czasami zmęczeni łowcy polujący na głębszej wodzie lub daleko od brzegu, kładą się na nich w celu odpoczynku.
Od niedawna w handlu pojawiły się mini pontony specjalne dla podwodnych łowców. Są one dość drogie i nezbyt poręczne przy silnych wiatrach. Jakoś ciągle nie mogę się zdecydować na zakup takiego wynalazku chociaż kilklu moich znajomych bardzo sobie je chwali.

Nizałki i inne akcesoria

Nizałka to chyba najprostszy przyrząd w wyposażeniu podwodnego łowcy. Mimo tego jest tak samo niezbędna jak inne, wyżej wymienione rzeczy.
Można kupić gotowe, fabryczne lub zrobić sobie samemu. Trzeba tylko użyć mocnej linki (wszystko jedno, z jakiego materiału) i solidnego zapięcia. Słaba linka zerwie się przy zaczepie i później można nie odzyskać wcześniej upolowanych ryb.

Zapięcie powinno być lekko otwierające się. Bowiem w sytuacji, gdy nizałka zaczepi się pod wodą o jakiś przedmiot (np. konar lub korzeń drzewa, sieć) a cały organizm już domaga się świeżego powietrza i nie ma czasu na manipulacje w celu oswobodzenia się, to lepiej ją samą stracić niż razem z pasem balastowym.

Producenci wyposażenia dla podwodnych łowców ciągle coś ulepszają albo wprowadzają na rynek całkowicie nowe produkty. Kto ma trochę czasu, to może sobie obejrzeć ich oferty. Trzeba tylko trochę poszperać w Internecie.
Nowicjuszom polecam grupy dyskusyjne w Sieci. Możecie sporo dowiedzieć się na temat sprzętu od zaawansowanych kolegów.
Warto też od czasu do czasu odwiedzać strony największych producentów by na bieżąco śledzić ich nowe oferty.