ŁOWIECTWO PODWODNE W POLSCE


Jez. Zarańsko, maj 2003r

Łowiectwo Podwodne

Czym jest łowiectwo podwodne? Dzisiaj nie da się odpowiedzieć w dwóch słowach - że to podwodne polowanie. Kiedyś, dawno temu to była prawda. Niektórzy ludzie mający dostęp do wód morskich albo śródlądowych odkryli że można tam, pod powierzchnią, znaleźć urozmaicone pożywienie. Przy pomocy prymitywnych narzędzi zaczęli poławiać ryby, skorupiaki i mięczaki. Później niektórzy zaczęli na wstrzymanym oddechu zanurzać się pod wodę z harpunami, koszami lub siatkami.
Minęły tysiące lat i obecnie ciagle jeszcze są takie miejsca na Ziemi gdzie ludzie z konieczności nurkują aby wyżywić siebie i swoich bliskich. Najlepszymi przykładami są Morscy Cyganie oraz poławiaczki pereł Ama. Schodzą oni pod wodę wstrzymując oddech i używając najprostszych narzędzi, czasami posiłkując się płetwami, rzadziej maskami. W zamożniejszych rejonach Świata zawodowi płetwonurkowie korzystają z akwalungów lub powietrza podawanego im wężami z kompresorów na łodziach. Nawet w tak bogatych państwach jak USA, Wielka Brytania i Rosja do dzisiaj działają brygady zawodowych płetwonurków poławiających morskie zwierzęta. Wszycy oni w jakimś sensie są podwodnymi łowcami ale obecnie tym mianem określamy całkiem innych ludzi. Ludzi którzy zanurzają się pod wodę tylko i wyłącznie na wstrzymanym oddechu i polują w celach rekreacyjnych, treningowych lub podczas zawodów.
Łowiectwo podwodne można uprawiać jak każdy inny sport - rekreacyjnie, dla własnej przyjemności albo wyczynowo biorąc udział w sportowym współzawodnictwie. Nie wiadomo dokładnie ile osób na świecie uprawia ten sport - myślę że zebrałoby się parę milionów. Próbowałem znaleźć informację na temat ilości wydanych licencji sportowych dla łowców w CMAS ale bez skutku. Jedno jest pewne - z roku na rok przybywa i amatorów i sportowców.
Rekreacyjnie łowiectwo podwodne uprawiać może każdy komu na to pozwala zdrowie i na tyle na ile pozwalają mu przepisy wewnętrzne kraju w którym zamierza polować. A w każdym państwie przepisy są inne - w niektórych maksymalnie liberalne a w innych restrykcyjne z zakazem włącznie.
Od sportowej strony sprawa jest trochę bardziej skomplikowana. Naczelną organizacją zrzeszającą sportowych łowców podwodnych jest Spearfishing Commission w CMAS która co dwa lata organizuje Mistrzostwa Świata. Do Komisji należą federacje krajowe które z kolei u siebie zrzeszają kluby, centra, szkoły, stowarzyszenia itp. Federacje krajowe rejestrują i prowadzą klasyfikację zawodników, organizują u siebie zawody, typują reprezentacje narodowe.
Niestety, żadna polska organizacja nie jest członkiem tej komisji.

ŁP w Polsce wczoraj

W Polsce łowców podwodnych ciągle jest niewielu a było jeszcze gorzej. W całym kraju jest ich mniej niż w obwodzie kaliningradzkim (rosyjska enklawa z milionem mieszkańców leżąca między Polską a Litwą). Nie wiem czy obecnie udałoby się zebrać chociaż 500 osób. Myślę o tych którzy polują pod wodą legalnie i z zachowaniem sportowych zasad.
Kłusujących płetwonurków z akwalungami jest pewnie więcej ale jak już wcześniej wspomniałem, to nie są podwodni łowcy. Są to nieodpowiedzialni ludzie którzy uprawiając scuba-diving w jeziorach na widok ryb poczuli łowiecki zew i od czasu do czasu zabierają pod wodę kuszę psując jednocześnie opinię zarówno płetwonurkom jak i podwodnym łowcom.
Polscy łowcy podwodni nie mają takich warunków jak mieszkańcy państw leżących nad ciepłymi morzami i oceanami. Z konieczności polują w wodach śródlądowych i w Bałtyku. Nieliczni tylko wyjeżdżają za granicę na łowieckie wyprawy. Do tego w kraju ilość zbiorników wodnych nadających się do nurkowania i jednocześnie z możliwością wykupienia pozwolenia na połów ryb za pomocą kuszy jest naprawdę niewielka.
Niektórzy koledzy muszą jeździć po 100km albo i więcej w jedną stronę by legalnie wejść do wody a i tak zdarza się że pomino straconego czasu na dojazd i kosztów paliwa na miejscu okazuje się że woda zakwitła albo zmętaniała na skutek silnego falowania.
Sezon łowiecki jest krótki - ograniczony przepisami i warunkami klimatycznymi. Podwodni łowcy w Polsce nie są narażeni na ataki rekinów lub jadowitych węży morskich ale nie znaczy to że nie ma innych śmiertelnych zagrożeń. Przeczytać o tym można w dalszej części tej publikacji.

Łowiectwo podwodne w Polsce jest sportem stosunkowo młodym i w związku z tym mało popularnym w porównaniu z wędkarstwem i myślistwem. Od połowy ubiegłego wieku tylko nieliczni ludzie posiadali kusze i potajemnie polowali pod wodą. Dopiero po zmianie ustroju politycznego sytuacja się zmieniła. Polacy stali się zamożniejsi i coraz więcej ludzi zaczęło interesować się nurkowaniem. Jak grzyby po deszczu pojawiały się nowe kluby, szkółki i sklepy nurkowe. Ceny zaczęły spadać przez co nurkowanie stało się bardziej przystępne. U niektórych świeżoupieczonych płetwonurków odezwał się odwieczny instynk łowcy i zaczęli interesować się łowiectwem podwodnym - tak też było i ze mną. Powoli ale stale rośnie liczba tych którzy zarazili się fascynacją podwodnym światem i zarazem łowiecką pasją. A w ostatnich kilku latach dzięki rozwojowi freedivingu widać nawet pewne przyspieszenie we wzroście ilości zarażonych. Jednak wciąż jest nas za mało i nasze środowisko jest za słabo zintegrowane by doprowadzić do zmiany powszechnego wizerunku łowcy podwodnego w Polse. A jest co zmieniać!

Gdzieś czytałem że w Polsce jest około 2 milionów wędkujących osób. Są wśród nich przedstawiciele wszystkich grup społecznych. Wędkują zamożni przedsiębiorcy, biedni bezrobotni, uczniowie, studenci, emeryci, renciści, posłowie, radni, urzędnicy, wojskowi, policjanci itd. A każdy z nich ma rodzinę, znajomych i przyjaciół. Razem stanowią olbrzymią armię ludzi wrogo nastawionych do podwodnych łowców. Traktują nas jak konkurentów do ograniczonych zasobów ryb. Większość z nich uważa że dla nas upolować rybę to tyle co dla nich wypić małe piwo. Po prostu wchodzimy pod wodę jak do sklepu rybnego. Wybieramy co chcemy, kiedy chcemy, ile chcemy i na dokładkę za darmo. Natomiast im biednym zawsze wiatr w oczy. To ciśnienie się zmienia, to deszcz, to fala nie ta, to wiatr ze wschodu itd. Często dochodzi do agresywnych zachowań wędkarzy przeciwko nam. Bywa i tak, że z brzegu obrzucają nas wyzwiskami, odgrażają się, rzucają kamieniami i pustymi butelkami w stronę wynurzającego się z pod wody łowcy, uszkadzają pozostawione na brzegu samochody.
A przecież nasi zagorzali przeciwnicy powinni swoją złość i agresję skierować pod inne adresy albowiem katastrofalny stan ichtiofauny w większości polskich wód jest spowodowany przede wszystkim rybacką działalnością „gospodarczą”, kłusownictwem oraz nadmierną ilością kormoranów.
Dla potwierdzenia tezy że nie łowcy podwodni są winni brakowi ryb w wodach, podaję ciekawą informację zza naszej wschodniej granicy. Otóż Federacji Rosyjskiej jest zarejestrowanych ok. 50 000 licencjowanych łowców podwodnych. Oprócz tego szacuje się że bez licencji, sporadycznie sport ten uprawia jeszcze ok. 200 000 do 300 000 amatorów. Większość z nich poluje w rzekach i jeziorach europejskiej części Rosji. Sport ten jest tam popularyzowany od kilkudziesięciu lat i żaden z wielu rosyjskich instytutów naukowych zajmujących się tematyką zasobów naturalnych i ochroną środowiska nie podniósł alarmu przeciwko łowiectwu podwodnemu. Aby otrzymać legitymację podwodnego łowcy wystarczy zaliczyć kurs, zapisać się do Rosyjskiej Federacji Podwodnego Łowiectwa i płacić roczne niewygórowane składki. Poza okresami ochronnymi polować można wszędzie i zawsze bez dodatkowych opłat - z wyjątkiem tarlisk, rezerwatów oraz okolic budowli hydrotechnicznych. Za dodatkowymi opłatami polować można w okresach ochronnych i w miejscach zabronionych. Podobnie jest w pozostałych państwach dawnego ZSRR. Tylko pozazdrościć!

Ogromna większość polskiego społeczeństwa nie ma zielonego pojęcia o tym że łowiectwo podwodne jest legalne. Niewtajemniczeni nie zdają sobie sprawy że za pozwolenia na połów ryb kuszą płacimy dzierżawcom wód wielokrotnie więcej niż wędkarze a pomimo tego i tak częściej wychodzimy z wody, nawet po pięciu godzinach, na pusto. Nie wiedzą że ilość ryb odławianych przez nas stanowi malutki ułamek procenta od ilości ryb odławianych przez zawodowych rybaków, kłusowników, wędkarzy i zwierzęta odżywiające się rybami.
Wędkarzom i śródlądowym rybakom nie daje się wytłumaczyć że podwodny łowca to nie wróg a potencjalny sojusznik w walce z kłusownikami. Tak jest np. w państwach powstałych po dawnym ZSSR - kłusownicy wynoszą się z wód często odwiedzanych przez podwodnych łowców bo ci ostatni niszczą im sieci i raportują do straży rybackiej (Ryboinspekcji) o zauważonych przypadkach kłusownictwa.

Od prawie czterdziestu lat każdego roku w Polsce odbywają się tzw. Międzynarodowe Mistrzostwa Polski w Łowiectwie Podwodnym. KDP PTTK tradycyjnie już powierza ich organizację Klubowi Płetwonurków „Mares” z Koszalina. Ostatnio zawody te są organizowane na jeziorach województwa zachodniopomorskiego. Jednak nazwa tej imprezy jest na wyrost i powinna być inna, np. Międzynarodowy Turniej lub Konkurs. Dlaczego? Ponieważ łowiectwo podwodne w Polsce oficjalnie nie jest sportem! Jak dotąd nie ma żadnej instytucji zrzeszającej podwodnych łowców. Nie ma sportowych łowców podwodnych z licencjami CMAS. Nie ma też kadry narodowej która mogłaby reprezentować Polskę na Mistrzostwach Europy lub Świata.
Nieraz docierały do mnie komentarze wędkarzy z okolic jezior gdzie te zawody były przeprowadzane. Najczęściej określali je zjazdem kłusowników! I częściowo mieli rację.
Osobiście poznałem wielu polskich podwodnych łowców. Niektórzy z nich zaczęli podwodne polowania 20 albo i 30 lat wcześniej ode mnie. I nie ma co owijać w bawełnę - każdy ma coś na sumieniu, tak jak i ja. Nocne łowy, polowania w rzekach, w jeziorach PZW, w wodach PGRyb bez zezwoleń. Inaczej się nie dało bo nie chcieli nam pozwoleń sprzedawać. Moi równieśnicy oraz starsi stażem koledzy nie afiszowali się z rybami i kuszami. Zresztą kusze przez cały okres poprzedniego ustroju (za komuny, jak niektórzy mówią) były traktowane jak broń i trzeba było występować do wojewódzkich komend milicji o pozwolenia na ich posiadanie.
Jeszcze niedawno nie było żadnych publikacji w języku polskim na temat łowiectwa podwodnego więc wyżej wspomniane mistrzostwa przez wiele lat były jedyną okazją by polscy podwodni łowcy mogli spotkać się raz na rok i podyskutować o swojej pasji.

Wiosną 2003r opublikowałem w Internecie pierwszą polską stronę poświęconą podwodnemu łowiectwu. Wkrótce potem sytuacja zaczęła się zmieniać.

Obecnie

Swojej strony nigdzie nie reklamowałem a jednak była odwiedzana wiele tysięcy razy. Zaczęły do mnie przychodzić pocztą elektroniczną listy od młodszych kolegów z prośbami o rady. Niektórzy przysyłali mi fotki upolowanych przez siebie ryb. Inni po prostu przysyłali wyrazy uznania i zapewniali mnie że dzięki mojej publikacji zaczęli swoją własną przygodę z podwodnym światem.
Wkrótce znalazło się jeszcze paru pasjonatów którzy za moim przykładem stworzyli swoje strony w Internecie na temat podwodnego łowiectwa. Na dwóch z nich uruchomiono fora dyskusyjne.

Szczególnie warta odwiedzenia jest strona www.spearfishing.pl . Na Forum tej strony nie ma nachalnej reklamy. Forumowicze chwalą się swoimi trofeami oraz opowiadają o przeżytych przygodach. Dzielą się doświadczeniem i umawiają się na wspólne wyjazdy, np. rok w rok organizują wiosenne zloty nad wodą na otwarcie sezonu.
Na tym forum można znaleźć obiektywne informacje o sprzęcie do łowiectwa, o sklepach on-line, o dostępnych jeziorach i wiele innych.

Wkrótce po uruchomieniu tego Forum spośród zarejestrowanych forumowiczów wyłoniła się grupa Aktywistów którzy postanowili pójść dalej. Najpierw padł pomysł by założyć Polski Związek Podwodnego Łowiectwa. Niestety, okazało się że to nie takie proste. Następnie, po długiej dyskusji postanowiliśmy (też się do tej grupy zaliczam) założyć pierwsze w Polsce stowarzyszenie które mogłoby promować łowiectwo podwodne, integrować środowisko, organizować turnieje itp.
W kwietniu 2009r powstało Stowarzyszenie Spearfishing Poland z siedzibą we Wrocławiu a już niecałe pół roku później odbył się pierwszy Turniej o Puchar Prezesa SSP na jeziorze Ińsko. Była to bardzo udana impreza i to pomimo złej pogody i braku ryb. Zawody te odbyły się jeszcze trzy razy - też bardzo udane.

Jesienią 2011 inna grupa Aktywistów z Forum podjęła działania propagandowe w celu zmiany ogólnego wizerunku podwodnego łowiectwa w Polsce oraz rozpoczęła zorganizowane "nękanie" Zarządów Okręgów PZW w celu przekonania ich do sprzedaży pozwoleń na połów ryb kuszą.

W 2011r SSP nawiązało współpracę z Klubem Płetwonurków Mares z Koszalina.
Stworzono klasyfikację "Superłowca" czyli punktację zawodników którzy biorą udział w obydwu zawodach - w Turnieju o Puchar Prezesa SSP oraz w Mistrzostwach Polski.
Prezes klubu Mares oraz Prezes SSP podjęli działania w celu utworzenia sekcji łowiectwa podwodnego przy Polskim Związku Płetwonurkowania Sportowego który jest członkiem CMAS. Jeżeli się uda to polscy podwodni łowcy bedą mogli zapisywać się do tej sekcji i otrzymywać licencje sportowe oraz wyłaniać spośród siebie kadrę która będzie reprezentowała Polskę na sportowych mistrzostwach i turniejach.
Prezesi KP Mares oraz SSP myślą o organizacji jeszcze jednych ogólnopolskich zawodów tak by łatwiej można było wyłonić najlepszych zawodników.

Jutro?

W ciągu ostatnich 2 lat zaobserwowałem że sporo młodych ludzi zaczęło uprawiać ten sport dla samej frajdy jaką jego uprawianie daje. Widać że nie ilość upolowanych ryb jest dla nich najważniejsza. Czerpią radość z szybowania pod wodą i obserowania podwodnej przyrody. Stawiają sobie coraz wyżej poprzeczki i cieszą się gdy ich bezdechy stają się coraz dłuższe a zanurzenia coraz głębsze.

Z roku na rok coraz więcej dzierżawców zbiorników wodnych przekonuje się że warto nam sprzedawać pozwolenia. Wyjątkiem jest PZW - największy dzierżawca. Ale może z czasem i ta organizacja zmieni swoje podejście do sprawy gdy wnikliwie rozważy nasze argumenty.

Jest duża szansa na to by łowiectwo podwodne w Polsce zaczęło rozwijać się tak jak wszystkie inne sporty. Może dzięki współpracy zapaleńców z SSP oraz z Klubu Mares wkrótce usłyszymy o międzynarodowych sukcesach polskiej reprezentacji. Udało się polskim freediver'om więc na pewno uda się i polskim podwodnym łowcom.