GDZIE TE RYBY?


Spis treści

Wstęp
Obiekty pożądania
Planowanie - wody śródlądowe
Planowanie - wody morskie
Rozpoznanie akwenu, czyli zwiad i wywiad
Poruszanie się w wodzie
Kilka użytecznych rad
Sapina przed jez. Gołdopiwo


Stea Bass - Jurasic Coast
Sierpień 2009


Metrowy szczupak z rzeki
Wrzesień 2010


Tłumik na fajce Aleksandra Gruszewskiego z Kaliningradu. Jezioro Węgielsztyn koło Wegorzewa
Maj 2005



Wrzesień 2010 - Trening przed Turniejem o Puchar Prezesa SSP


Nocny połów z rzeki Szeszupe




Zimowa rekreacja w Pisie
Styczeń 2004


Zimowy trening w Sapinie
Luty 2004


Michał z linami - jez. Ińsko
Czerwiec 2009


Michał ze szczupakami
Ińsko, czerwiec 2009


Chesil Beach
Czerwiec 2009


Nad Szeszupą
Czerwiec 2004


Ostatnie ryby sezonu upolowane w Mamrach
Listopad 2003


16 październik 2011r pod Mupe Rocks


Wynik 4,5 godzinnego spływu rzeką.
Drawa, 25 sierpień 2002r


Upolowany podczas obozu nurkowego klubu MARES z Koszalina


5 godzin  spędziliśmy nurkując w Ińsku i tylko ja spotkałem jedną rybę


Szeszupe, maj 2004, karp 14kg


Jarek z Londynu po swoim pierwszym nocnym polowaniu. Zatoka Studland w hrabstwie Dorset
1-szy sierpień 2010r


Maj 2001 w Drawie, 4 brzany i jeden kleń


Lipiec 2001, sum z Drawy


Kałamarnica upolowana jesienią 2008r w Lulworth Cove podczas nocnych ł.owów



Pierwsze basy sezonu. 23 kwietnia 2011r na biwaku w Kimmeridge


26 kwietnia 2011 - Michał, mój syn z homarami złapanymi przez nas w Bognor Regis


5 kilogramowy Sea Bass z Kimmeridge Bay,
lipiec 2010

Wstęp

Każdy podwodny łowca wchodzi do wody z nadzieją że być może tym razem uda mu się zadziwić znajomych swoim pięknym trofeum. O tym samym marzą wędkarze rozkładający swoje wędki nad wodą oraz myśliwi wchodzący z bronią do lasu. Jednak marzenia te niezmiernie rzadko się spełniają.
Od czego zależy to, że jedni mogą częściej pochwalić się ładną zdobyczą a inni częściej wracają do domu na pusto?
Na mistrzostwach łowiectwa podwodnego wszyscy zawodnicy razem, o jednakowym czasie zaczynają poszukiwania ryb. Polują w tym samym zbiorniku wodnym i w takich samych warunkach meteorologicznych a jednak rezultaty są różne. Wielu, czasami więcej niż połowa uczestników, po pięciu godzinach pływania wychodzi z wody bez ryb a u pozostałych wiszą na nizałkach raczej niewielkie okazy. Tylko nieliczni mogą pochwalić się większą zdobyczą.
Jak to wytłumaczyć że przez wiele kolejnych lat podczas różnych zawodów (mam tu na myśli przede wszystkim zawody zagraniczne) nagrody i czołowe miejsca w klasyfikacjach zdobywają często ci sami zawodnicy z całkiem różnych państw? Zresztą w Polsce jest podobnie, wystarczy porównać rezultaty Mistrzostw Polski z ostatnich lat.
Czyżby jedni łowcy zawsze mieli szczęście a inni zawsze pecha?
Szczęście jest ważnym czynnikiem wpływającym na rezultaty podwodnych łowów ale nie jedynym. Zresztą regulaminy większości zawodów w łowiectwie podwodnym są tak skonstruowane by zminimalizować wpływ tego czynnika na ogólne wyniki.

Obiekty pożądania

O czym marzą podwodni łowcy?
O wielkich trofeach! O upolowaniu ryb na które wszyscy będą patrzeć z podziwem i z zazdrością. O wielkich homarach, langustach, krabach lub głowonogach. Albo pełnych siatkach cennych mięczaków.
Chcąc mieć szansę na urzeczywistnienie tych marzeń należy najpierw zapoznać się ze swoimi przyszłymi ofiarami.

Wszystkie niezbędne informacje na temat ryb występujących w polskich wodach można znaleźć w czasopismach wędkarskich, w książkach o tematyce wędkarskiej oraz na stronach Internetowych ( na przykład: Portal Rybie Oko, Strona główna Wiadomości Wędkarskich).
A jakich informacji szukać? Przede wszystkim o potrzebach środowiskowych i zwyczajach poszczególnych gatunków, o okresach ich największej aktywności oraz o okresach i wymiarach ochronnych. W jakich miejscach poszczególne gatunki najchętniej przebywają, czym się żywią, jak i gdzie lubią odpoczywać. Także o sposobach prawidłowego wyszukiwania dobrych łowisk. Bardzo przydatne będą też setki opisów różnych jezior i rzek.
Jeżeli chodzi o ryby, skorupiaki, mięczaki i głowonogi w wodach morskich to tutaj także pomocne będą wszelkie publikacje na temat wędkarstwa morskiego. W Internecie są tysiące stron w języku angielskim.

Kondycję i technikę można poprawić przez treningi. Wyposażenie można kupić, przy wyborze biorąc za wzór sprzęt jakiego używają mistrzowie. Można skorzystać z rad doświadczonych łowców na temat prawidłowego zachowania się podczas łowów. Można zaopatrzyć się w mapy i zebrać wszelkie informacje na temat danego akwenu. Ale gdzie w nim szukać obiektów pożądania? Jak, kiedy i gdzie polować by wyjść z wody z trofeami które nas usatysfakcjonują?

Można, oczywiście, liczyć na przypadek oraz łut szczęścia i wchodzić do wody gdy mamy akurat czas i jakiś akwen w pobliżu. Ale wtedy przeważnie wychodzimy z wody z pustymi rękoma.
Aby mieć szansę na inny rezultat to każdy wypad na podwodne łowy powinien być starannie zaplanowany i przygotowany. Niezależnie od tego czy jest to wyjazd na rekreacyjne polowanie czy też start w turnieju albo w mistrzostwach. Pozwoli to na uniknięcie rozczarowań i kłopotów a z drugiej strony da nam uczucie satysfakcji z dobrze spędzonego czasu.

Planowanie - wody śródlądowe

Pierwszym krokiem będzie, oczywiście, wybór akwenu z odpowiednią przezroczystością wody dopuszczonego do uprawiania łowiectwa podwodnego. W Polsce dodatkowo należy wykupić pozwolenie od prawnego użytkownika tego akwenu na sportowy połów ryb kuszą.

Jeżeli wybraliśmy zbiornik wodny taki jak jezioro, zalew czy żwirownia to dobrze byłoby zapoznać się z planem batymerycznym by zlokalizować górki podwodne, płycizny i stoki. Ważne jest też zapoznanie się z otoczeniem zbiornika wodnego i zlokalizowanie wysp, zatok, trzcinowisk, kąpielisk, przystani, tyczek od rybackich sieci, pomostów i kładek wędkarskich. Na zbiornikach o dużej powierzchni konieczne jest ustalenie kierunku z jakiego wieje wiatr oraz obserwacja fal - chodzi o omijanie brzegów ze zmąconą przez fale wodą. To wszystko pomoże w wyborze trasy do przepłynięcia i miejsc wartych spenetrowania.
Ja zawsze, przed wejściem do wody której nie znam, objeżdżam ją autem dookoła i obserwuję przez lornetkę. Dopiero potem decyduję w którym miejscu wejdę i które miejsca muszę obnurkować.

Jeśli wybraliśmy rzekę lub kanał to najlepszym sposobem na zapoznanie się z tymi wodami będzie wcześniejsze przepłynięcie danego odcinka na kajaku albo chociaż wywiad wśród kajakarzy. Chodzi o ustalenie czy da się spłynąć bez niespodzianek typu: progi wodne, wodospady, elektrownie lub śluzy.

Następnym krokiem powinien być wybór ekwipunku najbardziej odpowiedniego dla wybranego akwenu, tzn. dobranie kuszy do przezroczystości wody i do wybranych technik łowów, mocy latarek, grubości skafandra i rodzaju boi lub pływadełka.

Kuszę należy dobrać do przezroczystości wody oraz do wybranej techniki polowania.
Jeżeli woda jest przezroczysta na 4 – 5 metrów i zamierzamy penetrować skraj roślinności (wszystko jedno, czy zanurzonej czy wynurzonej) to wskazane będzie zastosowanie długiej (90 – 110cm) gumówki. Łatwiej nam będzie oddać skuteczny strzał z większej odległości. Natomiast jeżeli widoczność w wodzie jest gorsza, np. na 2 metry lub planujemy przeszukiwać podwodne gąszcze to bardziej przydatna będzie kusza pneumatyczna o długości od 50 do 70cm z rękojeścią umieszczoną z tyłu. W gęstym sitowiu i w trzcinach najlepsza okaże się krótka kusza z rękojeścią umieszczoną pośrodku. Łatwiej wtedy nią manewrować między twardymi łodygami a i ryby skryte w gęstej roślinności nie są tak płochliwe jak w otwartej toni i można do nich bardziej się zbliżyć by oddać celny strzał, nawet z najkrótszej kuszy.
W rzekach oraz podczas nocnych łowów wygodniejsze w użyciu są kusze pneumatyczne o długopści od 50 do 75cm, obowiązkowo z kołowrotkiem i conajmniej 30m linki.
Niektórzy łowcy podwodni do wody zabierają dwie lub trzy kusze. Zapasowe wieszają pod boją asekuracyjną lub trzymają na łodzi albo pontonie.

W Polsce nocne łowy są zabronione ale będąc na zagranicznej wyprawie łowieckiej, tam gdzie można polować nocą, latarki należy dobierać odwrotnie niż kusze. To znaczy że im woda bardziej przezroczysta to tym słabsze latarki. Nie ma sensu oświetlać wody na 10 metrów albo i dalej skoro do ryby i tak musimy podpłynąć conajmniej na 3 - 4 metry. Mocne światło wypłoszy sporo dużych ryb zanim sami zdążymy je zauważyć i oprócz tego baterie nie są za darmo. Mocniejsza latarka oznacza jednocześnie szybsze zużywanie baterii.
Można, rzecz jasna, użyć latarki z akumulatorami. Jednak czas nocnego polowania będzie mocno ograniczony - akumulatory szybko się wyczerpują. Można zabrać dwie albo trzy latarki akumulatorowe ale to z kolei będzie niewygodne. Poza tym akumulatorki też nie są za darmo a ich żywotnośc jest ograniczona.
Ja używam latarek na baterie i kupuję tylko Dura Cell. W Latarce Vega-2 wystarczają na 15 godzin.

Skafander, rękawice i skarpety należy dobierać według temperatury wody i czasu jaki planujemy w niej spędzić. W wodzie o temperaturze 15 i więcej stopni wystarczy nam skafander z 5mm neoprenu oraz 3mm skarpety i nawet cieńsze rękawice. W zupełności zabezpieczą nas na 5-6 godzin nurkowania. W takiej grubości neoprenie nie zmarzniemy nawet w wodzie chłodniejszej pod warunkiem że skrócimy czas nurkowania. Na przykład w wodzie o temp. 10 st. można wytrzymać 1,5 do 2 godzin. Ja jednak wolę na chłodną wodę ubierać grubszy skafander by móc dłużej polować.
W ciepłych wodach (25-30st.) najlepsze będą skafandry z 3-4mm neoprenu.

Boje asekuracyjne to jedyny element wyposażenia z którym nie lubię pływać. Wprost nie cierpię. Ale nie mam wyboru gdyż tam gdzie nurkuję boja musi być! Jest to nie tylko określone w przepisach ale też konieczne ze względów bezpieczeństwa.
Dzisiaj w sklepach mają dość duży wybór różnego rodzaju typowych boi oraz mini pontonów specjalnie zaprojektowanych dla podwodnych łowców. Żeby zminimalizować dyskomfort jaki powoduje holowanie bojki należy dobrze zastanowić się jeszcze podczas planowania wyjazdu nad wodę - czy boja ma tylko sygnalizować naszą obecność w wodzie (wtedy im mniejsza i prostsza tym lepiej) czy też chcemy ją równocześnie wykorzystać jako podręczny środek transportu na dodatkowe kusze, zapasowe groty i strzały, napoje, kanapki, latarki, kompas, GPS itp.  Czy będziemy wpływać w trzcinowiska, pod zatopione drzewa lub między inne przeszkody? Wtedy boję trzeba dodatkowo uzbroić w jakiś obciążnik który pozwoli nam na zakotwiczenie jej w pobliżu potencjalnych zaczepów tak byśmy mogli wpływać tam bez ryzyka zapłątania się.

Planowanie - wody morskie

Planując wyjazd na podwodne łowy w wodach morskich (także w oceanach) gdzie występują przypływy i odpływy, oprócz czynników wymieniowych powyżej, należy wziąść pod uwagę jeszcze kilka dodatkowych ale bardzo istotnych.

Pierwszą czynnością powinno być znalezienie tablic pływów (angielska nazwa Tide Table) dla danego odcinka wybrzeża oraz wnikliwe ich przestudiowanie. Można je łatwo znaleźć w Internecie albo kupić w okolicznych sklepach wędkarskich lub żeglarskich.
Pływy wód są powodowane przyciąganiem księżyca. Najwyższy przypływ i najniższy odpływ są podczas pełni i nowiu. Wtedy też są najsilniejsze prądy. Przeważnie w ciągu doby są dwa przypływy i dwa odpływy ale jest kilka miejsc na świecie gdzie jest ich po dwa razy więcej. Takim miejscem jest na przykład Poole Harbour Entrance.
Idealne byłoby również znalezienie szczegółowych map prądów morskich dla poszczególnych faz pływów w danym miejscu. Jeżeli są niedostępne to przed nurkowaniem należy popytać się w okolicznych bazach nurkowych, w marinach lub chociaż poprosić o rady na forach internetowych.
Wiedza ta jest niezbędna dla uniknięcia ryzyka wypadku lub nawet śmierci oraz dla wybrania odpowiedniego momentu na wejście do wody i obrania właściwego kierunku w którym zaczniemy płynąć.
Dodatkową korzyścią jest to że znając czasy HW (High Water) i LW (Low Water) będziemy mogli odpowiednio zaplanować nurkowanie. Na przykład w niektórych miejscach wygląda to tak: od 2-3 godzin przed HW i jeszcze około godziny po HW przeszukuje się płycizny i zarośla wodorostów w poszukiwaniu żerujących ryb a na 2-3 godziny przed LW aż do godziny po LW przeszukuje się głębsze rafy podwodne oraz potencjalne kryjówki odpoczywających ryb.

Rozpoznanie, czyli zwiad i wywiad

Przed zaplanowaniem naszego wyjazdu na podwodne łowy dobrze byłoby zebrać trochę niezbędnych informacji na temat wybranych akwenów które nam pomogą w podjęciu odpowiednich decyzji.

Najłatwiejszym do wykorzystania żródłem informacji jest Internet. W zaciszu domowym, w wolnych chwilach można spokojnie wyszukać publikacje z opisem interesujących nas wód oraz przejrzeć posty na forach dyskusyjnych. Mało tego, można udawać początkującego wędkarza i wprost prosić grzecznie o rady.
Czego powinniśmy się dowiedzieć?
Po pierwsze - jakie gatunki ryb dominują w danym zbiorniku wodnym i ich największe rozmiary.
Po drugie - gdzie są najlepsze łowiska poszczególnych gatunków.
Po trzecie - jaka jest presja zawodowych rybaków i kłusowników na te wody. Chodzi o sieci.

Dobrym źródłem informacji mogą być bezpośrednie pogawędki z wędkarzami oraz ich podglądanie nad wodą. Nie wszyscy chętnie zdradzają swoje najlepsze miejsca a niektórzy wręcz złośliwie mogą udzielać fałszywych rad. Dlatego obserwacja przy pomocy lornetki jest pewniejsza. Trzeba zlokalizować kładki wędkarskie oraz kotwicowiska łodzi które są najczęściej oznaczone pustymi butelkami PET. I tak na przykład, gdy zauważymy wędkarzy zakotwiczonych daleko od brzegów lub bojki z butelek to znaczy że w tych miejscach prawdopodobnie są górki podwodne albo podwodne łąki czyli że trzeba tam koniecznie ponurkować.

Lepszym źródłem informacji są zawodowi rybacy.
Gdy jadę do biura spółki rybackiej by wykupić pozwolenie na sportowy połów ryb kuszą to zawsze staram się zajrzeć do ich sklepu i magazynu. Widzę wtedy co ostatnio złowili w sieci więc jednocześnie wiem czego mogę się spodziewać. Wdaję się także w pogawędki z rybakami i staram się dowiedzieć kiedy i gdzie zastawiają sieci, niby dla bezpieczeństwa.
Rybacy, w przeciwieństwie do wędkarzy odnoszą się do nas jeśli nie przyjaźnie to przynajmniej obojętnie. Często proszą o informacje na temat ilości i jakości spotykanych pod wodą ryb. Proszą o powiadamianie ich o spotkanych kłusowniczych sieciach i żakach. Bywało i tak że sprawdzałem rybakom czy ich kozaki są prawidłowo roztawione na dnie, pomagałem szukać zgubionego sprzętu.
Na dużych jeziorach, 500-700ha i większych są umiejscowione stałe bazy rybackie lub chociaż przystanie ze sprzętem pływającym i magazynami w postaci szop, hangarów itp. Na takich jeziorach zawodowi rybacy stawiają sieci prawie codziennie. Jeżeli nie znamy dobrych łowisk to warto wieczorem, przed zachodem słońca przypilnować taką bazę i śledzić rybaków przy pomocy łodzi i lornetki. Z pewnością pokażą (co prawda, nieświadomie) najlepsze miejsca. Ich doświadczeniu i znajomości akwenu można spokojnie zawierzyć. Należy tylko pamiętać o jednym. Jeżeli rybacy stawiają długie sieci oznaczone pływakami na głębokiej wodzie to z pewnością są to sieci sielawowe i są to łowiska dla nas niedostępne.
Sieci zbierają wcześnie rano i w ciągu dnia łowiska te są bezpieczne.

Nad morzami i oceanami stosować można podobną taktykę tylko trochę zmodernizowaną.
Aby znaleźć najlepsze łowiska należy zlokalizować zatoki, rafy, wraki, podwodne głazy i klify, łąki podwodnych wodorostów oraz połacie piaszczystego lub żwirowego dna. Pomocne w tym będą mapy dla żeglarzy oraz zdjęcia satelitarne dostępne np. na Google Earth.
Gdy widać na wodzie boje lub horągiewki a zwłaszcza ich duże skupienie to znaczy że pod nimi na dnie leżą pułapki na skorupiaki. Czyli muszą tam być warunki dla bytowania homarów i krabów co jednocześnie oznacza potencjalnie dobre łowisko i dla nas.
Pojedyncze boje lub horągiewki mogą też oznaczać rozstawione sieci.

Aby wybrać odpowiednią na podwodne łowy porę to należy obserwować wędkarzy. Gdy spływają z łowisk lub zwijają wędki na plaży to znaczy że najlepszy czas na połów ryb już minął.

Poruszanie się w wodzie

Człowiek pod wodą znajduje się w obcym środowisku i jego zmysły nie są tak skuteczne jak zmysły ryb. Ryby lepiej słyszą, mają czulszy węch i smak oraz posiadają dodatkowy organ zwany linią boczną. I żeby nie wiem jak się starać to ryby zawsze będą wiedziały o naszej obecności w ich okolicy. Słyszą bicie naszego serca, skrzypienie płetw, tarcie skafandra, dźwięki wydawane przez powietrze sprężane lub rozprężane w zatokach i w uszach, czują zapachy rozchodzące się od nas i od naszego sprzętu i często nas widzą. Należy cały czas pamiętać o tym że duże ryby urosły tylko dlatego gdyż udało im się dostatecznie długo przetrwać ataki większych ryb, ptaków oraz uniknąć pułapek zastawianych przez ludzi. Czyli że dużych rozmiarów dorastają tylko te najbardziej płolchliwe.
Udaje się na nie polować gdyż ewolucja nie przystosowała ich do obrony przed kuszą. Ale żeby rybę upolować to nie wolno jej spłoszyć gwałtownymi ruchami i hałasem takim jak stuki, pluski, bąble i bulgotanie.
Gdy płetwonurek zachowuje się spokojnie, wręcz porusza się flegmatycznie albo pozostaje w bezruchu po opadnięciu na dno to może sprowokować te bardziej ciekawskie ryby do tego że same do niego podpłyną na wystarczającą odległość dla oddania skutecznego strzału. Wygląda to tak jakby chciały sprawdzić kto im tam zakłóca spokój i zbliżają się ostrożnie, gotowe w każdej chwili do ucieczki.
Dlatego bardzo ważne są technika pływania i zanurzania się oraz kondycja i wytrenowanie. Podwodny łowca który potrafi na dłużej zatrzymać oddech, np. na dwie minuty, ma większe szanse na spotkania z dużymi rybami  od tego który może przebywać pod wodą tylko 30 sekund. Ten który potrafi zniknąć pod wodą bez najmniejszego plusku ma większe szanse od tego który bez przerwy chlapie płetwami po powierzchni wody. Ten który przemieszcza się płynnie i powoli w toni wodnej ma większe szanse od tego który nerwowo i w pośpiechu przeczesuje łąki podwodne, trzciny i sitowie czyniąc przy tym wiele hałasu. Ten który może pływać przez trzy do pięciu godzin (nawet w chłodnej wodzie) ma większe szansę na spotkanie z dużym okazem od tego który już po jednej godzinie jest zmęczony, zmarznięty i myśli tylko o tym by jak najszybciej wyjść z wody.

Miałem niejedną okazję przekonać się jak duże ryby reagują na bąblowanie powietrza wydostającego się z fajki i na odgłos wydmuchiwanej wody - natychmiast zrywają się do ucieczki. Nawet obecność spokojnie zachowującego się płetwonurka pod wodą tak ich nie płoszy jak te odgłosy.
U Rosjan podejrzałem bardzo ciekawy patent – tłumik na fajkę. Eliminuje on bulgotanie i mocno ogranicza ilość wody dostającej się do fajki. To proste urządzenie znacząco zwiększa szanse na podejście dużych ryb na płyciznach gdyż nie trzeba ciągle wydmuchiwać wody. Uniemożliwia także zasysanie wraz z wdechem owadów lub zanieczyszczeń strącanych z łodyg trzcin, sitowia albo przybrzeżnych zarośli. W sprzedaży pojawiły się już fajki z zaworami na wylocie rurki. Jest to konstrukcja bardziej skomplikowana od rosyjskiej ale ma wadę - ruchome elementy zaworów stukają niemal przy każdym ruchu głową.
Tłumiki i zaworki zamykające wlot mogą być przydatne na łowiskach o głębokości do 2,5 - 3m. Schodząc na większe głębokości lepiej jest wypluć ustnik fajki. Daje to dodatkową korzyść - czas pobytu pod wodą znacznie wydłuży się dzięki temu że mięśnie twarzy i szczęki odpoczywają.

Kilka użytecznych rad

Na koniec jeszcze kilka rad, których zastosowanie pozwoli Wam podwyższyć swoją skuteczność.

Zachowanie ryb jeziorowych jest całkowicie odmienne od ryb rzecznych tego samego gatunku. Gdy są nieodpowiednie dla ryb warunki atmosferyczne, to większe osobniki w jeziorach potrafią zniknąć z łowiska na wiele dni. Czasami chowają się w największej głębi, niedostępnej dla podwodnego łowcy. Wtedy można pływać cały dzień i nie znaleźć żadnej sztuki godnej wystrzału. Także spłoszone ryby jeziorowe znikają z łowiska na wiele godzin i nie wiadomo gdzie ich potem szukać.
Inaczej jest w rzekach. Niekorzystny okres ryby mogą przeczekać tylko w kryjówkach w większości dostępnych dla podwodnych łowców. W rzekach nie ma takich głębin jak w jeziorach. Jedyne możliwości ukrycia się to: zwaliska zatopionych pni i konarów, stare nory zwierząt ziemno-wodnych (bobrów, wydr, piżmaków), jamy wymyte w brzegach przez nurt, kryjówki pod podmytymi korzeniami nabrzeżnych drzew i krzewów, pod zanurzonymi w wodzie gałęziami nabrzeżnych zarośli, pod pływającymi liśćmi roślin wodnych oraz wśród ich łodyg, pod budowlami hydrotechnicznymi i innymi przedmiotami dającymi cień oraz osłonę przed prądem wody.

- Jeśli w średniej rzece w porę nie zauważy się ryby i ta spłoszona zacznie uciekać to nie ma sensu za nią gonić. Podczas pościgu za tą spłoszoną przegapi się wiele innych. Lepiej spokojnie kontynuować poszukiwania a więcej jak pewne że po pewnym czasie i tak trafi się na uciekinierkę.

- W rzekach ryby zawsze ustawiają się głową w przeciwnym kierunku do prądu. Dlatego ja też zawsze zaczynam poszukiwania od płynięcia pod prąd. Jest to korzystna metoda. Płynąc pod prąd zawsze mam czystą wodę przed sobą. Pokonując opór wody, przemieszczam się dość wolno w stosunku do brzegów. Mogę szybciej zauważyć ryby niż one mnie. Płynę pod prąd do pierwszych oznak zmęczenia i wtedy zawracam. Wracając, omijam nurt. Staram się trzymać miejsc w których woda płynie wolniej i nie pracować płetwami. W drodze powrotnej mam jeszcze szansę natknąć się na ryby które mi wcześniej uciekły lub te które przegapiłem.

- Do ryb nie należy strzelać w brzuch. Tkanka mięśniowa tam jest bardzo cienka i brak kości. Ryby, zwłaszcza te duże, po trafieniu lubią kręcić się dookoła swojej osi rozrywając sobie powłoki mięśniowe oraz jelita. Schodzą z grota lub strzały i szukaj wiatru w polu. Śmiertelnie ranione ryby znajdą w sobie jeszcze dostatecznie dużo energii by uciec i schować się w niedostępnym miejscu.
Duże ryby najlepiej strzelać w łeb, przez płyty skrzelowe, w kręgosłup lub w jego pobliże a sumy dodatkowo można strzelać w ogon - tam skóra tego nocnego drapiżcy jest najmocniejsza.

- Gdy zauważycie rybę godną fatygi a stojącą przy dnie, koło głazu lub zatopionego pnia drzewa to nie strzelajcie od razu. Upewnijcie się najpierw czy strzała przechodząc na wylot nie utknie w pniu lub czy nie uderzy w kamień. Czasami, gdy nie można znaleźć odpowiedniej pozycji do strzału, lepiej zostawić rybę w spokoju i popłynąć dalej niż stracić grot lub męczyć się przy jego oswobadzaniu.

- Bardzo ważną sprawą jest odpowiednie wyważenie płetwonurka. Gdy planuję polowanie w płytkiej (do 3 metrów) wodzie to wyważam się tak, że przy niepełnym wydechu mam pływalność ujemną. Wtedy, by się zanurzyć nie muszę wykonywać scyzoryka a co za tym idzie, robię mniej zamieszania na łowisku. Również łatwiej mi jest zaczaić się bez ruchu w cieniu podwodnej roślinności. Nie muszę walczyć z dodatnią pływalnością i mogę skupić się, leżąc na dnie, na wypatrywaniu ryb.
Całkowicie inaczej postępuję gdy penetruję skraj podwodnej łąki w głębszych miejscach, np. na 5 – 6 metrach. Wtedy z pasa balastowego zdejmuję ciężarki, tak by mieć dodatnią pływalność na powierzchni a na głębokości 3 – 4 metrów - zerową. Łatwiej mi wtedy, nie opadając na dno, szybować bez wysiłku w toni.

- Nieraz pływałem w ślad za rybakami (oczywiście tak, by mnie nie zauważyli) obrabiającymi jezioro agregatem prądotwórczym. W miejscach niedaleko położonych od miejsc obrobionych przez agregat, czyli w podwodnych zaroślach na głębszej wodzie, w trzcinach oraz w sitowiu znajdowałem wypłoszone spore liny i szczupaki.

- Jeszcze nigdy nie spotkałem ryby godnej fatygi na łowisku aktualnie penetrowanym przez kormorany. Poznać takie miejsca można z daleka po charakterystycznych sylwetkach dużych, czarnych ptaków siedzących na starych pomostach, zwalonych drzewach, wystających z wody kamieniach, tyczkach itp. Siedzą one z rozstawionymi szeroko skrzydłami w celu ich wysuszenia między polowaniami. Kormorany polują w grupach po kilkanaście osobników ale zdarzają się też bandy po kilkadziesiąt i ponad sto sztuk w jednym miejscu. Gdy się do nich zbliżyć na sto metrów to natychmiast odlatują. Wtedy jedynym miejscem gdzie można liczyć na spotkanie średnich i większych ryb są trzciny, sitowie i gęsta podwodna roślinność na płyciznach.

- Gdy wybieracie się na zbiorniki zarybione amurem lub na rzeki zasiedlone sazanem (dzikim karpiem rzecznym) to kuszę pneumatyczną napompujcie na maksa a gumówki bierzcie z dwoma naciągami albo chociaż wymieńcie gumy na grubsze. Strzały należy obowiązkowo uzbroić w pojedyncze groty. Nie bez powodu Rosjanie i Ukraińcy nazywają te ryby pancernikami.
Wyobraźcie sobie moja zdziwienie gdy po wystrzale do 1,5 metrowego amura białego z odległości mniejszej niż 1 metr zobaczyłem swoją strzałę leżącą na dnie dokładnie w tym samym miejscu gdzie przed chwilą jeszcze on stał. Ryby nie było a linka od strzały nawet nie była naciągnięta, smętnie zwisała z kuszy. Z początku myślałem, że mam jakąś awarię techniczną. Ale nie, wszystko było OK! Dopiero później dowiedziałem się od bardziej doświadczonych kolegów że amury mają bardzo twarde łuski i grube pokrywy skrzelowe. Sazany łuski mają jeszcze większe i twardsze. Na Wołdze i w Dnieprze rzadko komu udaje się wyjąć z wody osobniki większe jak 15 kg chociaż wielu strzelało do gigantów ponad 30 kilogramowych. Specjaliści czekają aż sazan odwróci się od nich i strzelają pod kątem, pod łuskę.

- Gdy zauważycie szczupaka stojącego prostopadle do osi kierunku w jakim się przemieszczacie, to lepiej cofnąć się, zrobić łuk i napłynąć na rybę od strony jej łba. Na przedłużeniu linii swojej osi szczupak ma martwe pole - po prostu nic nie widzi i łatwo jest się do niego zbliżyć. Natomiast z boku i z tyłu jest o wiele trudniej podejść szczupaka na odpowiednią odległość. Poza tym szczupak jest najłatwiejszą zdobyczą podwodnego łowcy, zwłaszcza małe i ledwo wymiarowe osobniki. Zbyt dużą ufność mają do swojego maskującego ubarwienia i umiejętności wykonywania błyskawicznych skoków. Taka strategia daje im korzyść podczas polowania i ucieczki przed większymi drapieżnikami ale jest całkowicie nieprzydatna w zetknięciu nawet z początkującym łowcą. Spłoszony szczupak odskakuje tak szybko że ludzkie oko nie rejestruje pierwszej fazy ucieczki. Jednak nie ucieka daleko, przeważnie zatrzymuje się w nowym ukryciu w odległości 2 - 3 metrów od starego i łatwo można go odnaleźć. Tylko duże okazy spotkane w toni lub na większych głębokościach przy gołym dnie znikają na dobre.

- Jeżeli w nocy wybierzecie się na rzekę zapolować na suma to omijajcie nurt i głębokie plosa. Suma znajdziecie na płytkiej wodzie, od 2m do nawet 0,5m pod powierzchnią, na skraju łąk podwodnych, za przeszkodami w cieniach prądowych. Tam, gdzie w nocy gromadzi się drobnica. Sumy są rybami ciepłolubnymi - im cieplejsza woda tym szybciej trawią zawartość żołądka i częściej żerują - jeszcze nigdy nie spotkałem aktywnego suma w wodzie o temperaturze poniżej 12 stopni. W Rosji i na Ukrainie na wielkie sumy polują dopiero w okresie od listopada do marca. Drapieżniki te wtedy zimują w najgłębszych dołach rzecznych w skupiskach po kilkanaście lub kilkadziesiąt sztuk leżąc w odrętwieniu jeden przy drugim, często w bliskim sąsiedztwie z innymi rybami ciepłolubnymi. Wielu podwodnych łowców boi się (nie bez powodów) zbliżać do wielkich (powyżej 50-ciu kg) sumów w okresie ich największej aktywności.
Z kolei latem w dzień sumów trzeba szukać w ich potencjalnych kryjówkach w promieniu nawet do 2 kilometrów od miejsc gdzie były widziane podczas żerowania. Sumy są doskonałymi pływakami i żerują w ten sposób że bez pośpiechu pokonują spore odległości płynąc wzdłuż płycizn i zasysając drobnicę jak odkurzacze.

- Według mnie na każdej kuszy powinien być zamocowany kołowrotek z 30 – 40 metrami linki.
Wyobraźcie sobie taką sytuację. Polujecie bez kołowrotka a linka mocująca strzałę do kuszy jest o długości 4 metrów. Znajdujecie głęboki na 6 metrów dół z leżącymi na dnie pniami i konarami drzew. Przy dnie, wśród konarów chowają się duże okazy ryb. Strzelacie 3 kilogramowego jazia tak, że strzała przelatuje na wylot. Chcecie wypłynąć na powierzchnię ze zdobyczą a tu niespodzianka – okazuje się że Wasza strzała wbiła się w pień. Niby nic takiego, przecież można wypuścić kuszę z ręki, wypłynąć na chwilę do góry i zaraz wrócić. Tak i robicie. A tu następna niespodzianka. Kusza puszczona luzem i zniesiona prądem wody popłynęła między gałęzie a Wasz jaź w międzyczasie na luźnej lince wlazł w niedostępną szczelinę.
Parę lat temu polowałem w niedużej rzece w Rosji. Na głębokości 2 metrów zauważyłem norę w brzegu i jasny brzuch ryby - ja byłem niżej. Wystrzeliłem i od razu znalazłem się w chmurze mułu. Jednocześnie poczułem że z kołowrotka wysnuwa się linka. Wypłynąłem na powierzchnię i wyobraźcie sobie moje zdziwienie - czułem że na końcu linki jest ryba ale jej nie widziałem. Linka znikała w tej norze. Po chwili usłyszałem chlupot wody w odległości 10 metrów ode mnie w górę rzeki. Okazało się że ukrycie zasiedlone przez suma było długim tunelem i gdybym nie miał kołowrotka to na pewno nie udałoby mi się wydobyć z niego 10 kilowej ryby. Byłbym zmuszony odciąć linkę ze strzałą i rybą.
Dzięki kołowrotkowi przestałem tracić trafione duże ryby. Zanim zamontowałem na kuszy kołowrotek zdarzało się że średnie i duże okazy schodziły z grota rozrywając sobie mięśnie. Ryba szarpiąca się na sztywnej lince ma większe szanse na ucieczkę. Natomiast wyciągając zapas linki ze szpuli nie czuje takiego oporu. Po prostu odpłynie i po chwili stanie w jakimś ukryciu.

- W Polsce nie wolno używać nasadek na harpun których nie da się opisać w kole o średnicy 3 centymetrów. Taki durny przepis jest tylko u nas. Ja się do niego nie stosuję i uważam że mam rację. Pojedynczy grot, jak już wcześniej pisałem, obowiązkowo trzeba zakładać na łowiskach w których jest szansa, nawet najmniejsza, na spotkanie z sumem, sazanem, amurem, karpiem lub tołpygą. Również pojedynczym grotem trzeba uzbrajać długie gumowe kusze - są celniejsze, strzały mają mniejszą średnicę (są cieńsze niż w pneumatykach) i można z nich strzelać nawet do 200 gramowych rybek z niemal chirurgiczną dokładnością. W innych sytuacjach strzałę lepiej uzbroić w trójząb lub nawet pięcioząb i to nie dlatego żeby więcej ryb nabić - przecież podwodny łowca najczęściej strzela do ryb z odległości mniejszej niż jeden metr i trudno mu nie trafić w cel nawet z pojedynki. Niestety, nie zawsze udaje się oddać idealny strzał w kręgosłup lub w łeb i chodzi o to by nie pozostawiać w wodzie ranionych ryb. Małe ryby (takie do dwóch kilogramów) źle strzelone z pojedynczego grota uciekają zranione a później i tak zdechną. Zdechłe lub jeszcze ledwo żywe są znajdowane przez rybaków lub wędkarzy i wywołują ich słuszne oburzenie. Ryba strzelona z wielozęba już nigdzie nie ucieknie. Należy tylko pamiętać o tym by polując na małe i średnie ryby zredukować ciśnienie w pneumatycznych kuszach. W przeciwnym razie wieloząb będzie te ryby przecinał jak jakaś siekierka albo tasak.

- Często pływamy w jeziorach i rzekach nurkując w pobliżu podwodnych łąk oraz przeszukując bez efektu trzciny i sitowie. Widać tylko małe rybki. Wielu początkujących (i nie tylko) podwodnych łowców nie zdaje sobie sprawy że przepływają koło dużych ryb, czasami na wyciągnięcie ręki. Po prostu większe osobniki, gdy nie żerują lub zostały spłoszone, często kryją się pod dywanem z ramienic lub w największym gąszczu wywłócznika, strzałki wodnej, rdestów albo rogatka. Płetwonurek może ukryte ryby wypatrzyć tylko wtedy gdy zanurkuje do dna w miejscu z którego wyrastają łodygi wywłócznika i będzie się przeciskać przez tę gęstwinę. Wbrew pozorom nie jest to takie trudne. W dolnej części rośliny te nie mają pędzelkowatych liści i czasami można zajrzeć na kilka metrów w głąb zarośli. Nie jest trudno też przemieszczać się w takich miejscach. Łodygi wywłócznika są słabo przytwierdzone do podłoża i też łatwo można je zrywać gdy namotają się na płetwy, kuszę lub fajkę.
Z rogatkiem jest trochę inaczej - nie rośnie tak wysoko jak wywłócznik i od razu od dna tworzy nieprzenikliwe gęstwiny. Ryb trzeba szukać w miejscach gdzie są dziury wolne od roślin lub gdzie zarośla rogatka są mocno przerzedzone. Można też wypatrywać ryb płynąc z twarzą przy dnie na skraju łąki.
Ryby ukryte pod ramienicami można wypłoszyć wkładając rękę w głąb i poruszając nią. Czasami uda się zobaczyć uciekające liny lub szczupaki, czasami węgorza ale jeszcze nigdy nie udało mi się upolować ryby wyskakującej w popłochu spod dywanu ramienic.

- O wiele trudniej jest szukać ryb w rzecznych gęstwinach strzałki wodnej lub rdestnicy kędzierzawej. Oprócz tego że rośliny te są o wiele mocniejsze od wywłócznika to płetwonurek musi jeszcze walczyć z prądem rzeki. W takich warunkach można zastosować dwie techniki - płynąc tuż przy dnie pod prąd, na skraju łąki i wypatrując ryb w miejscach gdzie gąszcz rzednie lub płynąc (też pod prąd) nad wijącymi się, gęstymi warkoczami roślin i od czasu do czasu nurkując wśród nich. Tym drugim sposobem można systematycznie przeczesać całą łąkę wzdłuż i wszerz, metr po metrze.

- W polskich wodach śródlądowych ryb jest z roku na rok coraz mniej. Coraz rzadziej można znaleźć nie tylko medalowe ale i wymiarowe okazy. To, że w Wiadomościach Wędkarskich (miesięcznik wydawany przez PZW) w dziale "Rekordy na plan" statystyki wyglądają nie najgorzej a nawet w niektórych gatunkach ryb rekordy są co jakiś czas bite, nie świadczy że nie mam racji. Po prostu wędkarze mają coraz lepszy sprzęt i poprawiają swoje umiejętności. Ryby które kiedyś omijały wędkarskie przynęty z powodu toporności sprzętu lub zrywały przypony albo prostowały kotwice i haki, teraz coraz częściej są bez szans. Rzeczywistość jest tragiczna. Rybacy na zmniejszoną ilość ryb w sieciach reagują zwiększeniem ilości samych sieci oraz zmniejszeniem rozmiarów oczek. Tak samo kłusownicy. Ci ostatni dodatkowo coraz częściej do połowu stosują "elektryczne wędki"- urządzenia, które dotarły do Polski z ZSRR za pośrednictwem żołnierzy u nas stacjonujących. Patent ten się przyjął i kto chce ten bez problemu znajdzie taką "wędkę" już polskiej produkcji. Ogromne spustoszenia w jeziorach czynią też kormorany.
Nam, podwodnym łowcom, pozostaje tylko coraz więcej czasu poświęcać na upolowanie jakiejś ryby. Po prostu trzeba pływać i nurkować po wiele godzin i przez wiele dni w sezonie by mieć jakieś efekty. Z pewnością strategia taka jest korzystna dla zdrowia ale może wielu szybko zniechęcić do tego sportu. Możemy też, wzorem wędkarzy, szukać możliwości upolowania wielkiego trofeum poza granicami Polski. Coraz więcej kolegów jeździ na ryby do Norwegi, Rosji, Chorwacji, Hiszpanii i Grecji. Zwłaszcza Rosja, Ukraina i Norwegia zapewniają obfitość wielkich okazów. Popolować do woli można też w wodach Wielkiej Brytanii która dzisiaj ze względu na niski kurs funta szterlinga stała się atrakcyjna dla Polaków.